Dziś wieczorem znowu zaglądam do mojego zeszytu, żeby trochę się wyżalić i może poukładać sobie myśli. Czasem tylko pisząc czuję, że wszystko jeszcze jakoś jest do uniesienia.
Kiedy miałam siedemnaście lat, mój ojciec odszedł z tego świata. Nasza codzienność w Salonikach bardzo się wtedy zmieniła. Mama, Maria, harowała od świtu do nocy, najpierw jako kelnerka w kawiarenkach przy placu Aristotelous, potem popołudniami sprzątała apartamenty pod wynajem. Mimo tylu godzin pracy, ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, bo płaca w euro wcale nie wystarczała na wszystkie opłaty. Oszczędzałyśmy, na czym się dało. W domu tylko od święta pojawiały się pomarańcze i kawałek baklawy. Nigdy nie miałam serca prosić mamę o coś dla siebie, wiedząc, jak ją przygniata każdy wydatek. Starałam się sama dokładać cegiełkę do budżetu od opieki nad dziećmi sąsiadów, po pomoc w małym warzywniaku.
Mam młodszą siostrę, Eleni. Wspólnie z mamą starałyśmy się robić wszystko, by Eleni nie czuła się gorsza od koleżanek. Pamiętam, jak w Wigilię razem piekłyśmy melomakarona, żeby choć trochę osłodzić jej święta.
Niestety, jakbyśmy już przeszły przez wszystkie trudności, przyszło najgorsze. Mama miała udar i trafiła do szpitala Gennimatas. Po powrocie do domu już nie mogła chodzić. Dostałyśmy niewielką rentę inwalidzką, ale te pieniądze nie wystarczały nawet na podstawowe leki. Zostałam jedyną osobą, która musiała utrzymać rodzinę musiałam więc zrezygnować z uniwersytetu.
Opiekowanie się chorą mamą i Eleni było wyczerpujące. Ludzie z sąsiedztwa próbowali mi pomagać, sugerowali nawet zatrudnienie opiekunki, ale czułam się wtedy, jakbym miała ją zdradzić. Przecież mama wychowała mnie i siostrę w pojedynkę jak mogłabym oddać ją w ręce obcej pani?
Zmieniła się bardzo po udarze. Wcześniej była dobrą i pogodną kobietą, grała ze mną w tavli, opowiadała historie z dzieciństwa na Krecie. Teraz była tylko rozżalona. Na początku narzekała tylko na los, ale potem coraz częściej miała do mnie i Eleni pretensje że źle gotujemy fasolkę po grecku, że nie sprzątnęłyśmy dokładnie, że kupujemy niepotrzebne rzeczy jak nowy sweter.
Starałam się nie zwracać na to uwagi, przecież to choroba. Ale coraz trudniej było udawać, że nie bolą mnie jej słowa. Nieraz całą noc płakałam, martwiąc się, czy dam radę. Znajomi z pracy na ulicy Egnatia przekonywali mnie, żebym zmieniła pracę na lepiej płatną, ale wtedy nie mogłabym już doglądać mamy.
Mama z każdym dniem narzekała więcej. Nawet drobne zakupy wywoływały awanturę. Długo znosiłam to w milczeniu, aż w końcu i moje siły się skończyły.
Zachorowałam. Piekielnie rozbolała mnie głowa, kaszel, temperatura. Próbowałam spać, ale budziłam się co godzinę z dreszczami. Rano postanowiłam pójść do lekarza rodzinnego na Sokratous. Eleni zauważyła, że jestem bliska omdlenia, przytuliła mnie, prosząc żebym nie zwlekała z badaniami. Mama od razu uznała, że symuluję. Że młode ciało samo rozgoni infekcję, a my mamy większe wydatki niż moje leczenie. Potrzebuje pieniędzy na leki, na pieluchy. Wmówiła mi, że jestem samolubna. Że wolałabym ją pochować niż się nią zająć.
Płakałam w ciszy, nie mając już siły udawać, że to nie rani. Poświęciłam studia architektury dla jej dobra, wybrałam cięższą pracę w kuchni zamiast stażu w biurze. Tak pękłam. Wygarnęłam jej wszystko, co od miesięcy we mnie narastało.
Lekarz zdiagnozował zapalenie płuc, wręczył receptę i chciał mnie zatrzymać w szpitalu Papageorgiou, ale nie mogłam zostawić Eleni samej z mamą. Kupiłam antybiotyki, a potem zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Natalii. Wpuściła mnie do swojego mieszkania przy placu Navarinou, opieprzyła, że nie leżę w łóżku tylko się wlokę przez całe miasto z gorączką. Opowiedziałam jej całą historię. Natalia obiecała pomóc szukać pielęgniarki i zaproponowała, żebym na razie zamieszkała u niej.
Kiedy poszłam po swoje rzeczy do domu, mama darła się na mnie, nawet nie pytając, czy czuję się lepiej. Liczyła tylko wydatki. Nakarmiłam ją, weszłam do swojego pokoju i wiedziałam, że już nie wrócę.
Natalia spełniła obietnicę. Znalazła opiekunkę panią Katerinę. Zamieszkałam u Natalii, zaczęłam nową pracę jako recepcjonistka w hotelu na nadbrzeżu. Nie odwiedzam już mamy. Może wydaję się teraz bezduszną córką, ale naprawdę próbowałam wszystkiego. Nigdy nie usłyszałam od niej słowa wdzięczności.
Co miesiąc przelewam mamie odpowiednią kwotę na opłacenie pielęgniarki i na jej wydatki więcej nawet, niż potrzeba. Katerina mówi, że coraz mniej nas kojarzy. Nie dzwoni na imieniny. Zawsze to ja i Eleni składamy jej życzenia ona milczy. Już się tym nie przejmuję. Liczy się to, że zdołałam zacząć inne życie.
Wkrótce razem z Eleni zamieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu na Ano Poli. Moja młodsza siostra powtarza mi: Rodzicom trzeba pomagać, ale nie wtedy, gdy ich miłość powoli cię zabija. Mam nadzieję, że teraz naprawdę czeka nas nowy początek.
Press «Like» and get the best posts on Facebook ↓




