Zoi przeżyła ciężki poród w jednym z ateńskich szpitali. Lekarze przekazali jej wtedy bolesną wiadomość nie będzie mogła mieć więcej dzieci. Kiedy jej mąż, Nikos, dowiedział się o tym, jego serce stało się zimne jak marmur Partenonu. Mijały kolejne miesiące w milczeniu i chłodzie. Po pół roku prawda wyszła na jaw Nikos nie tylko miał romans, ale też jego kochanka spodziewała się bliźniaków. Nikos nie zawahał się długo. Porzucił Zoi z ich małą córeczką, do której odtąd należały całe dni jej matki. Tak zaczęło się życie Zoi i maleńkiej Panajoty tylko we dwie.
Gdy Panajota była jeszcze mała, Zoi zapisywała ją na zajęcia plastyczne i muzyczne w dzielnicowym domu kultury. Dziewczynka rosła pełna ciekawości świata, z iskrą w oczach. Najbardziej uwielbiała bawić się lalkami i każdą zabawę zamieniała w małą lekcję rozstawiała swoje lalki dookoła i uczyła je, jak prawdziwa pedagogini. Zoi z radością patrzyła, jak jej córka dorasta.
Panajota łatwo zdobywała sympatię rówieśników w szkole i szybko została przewodniczącą klasy. Z czasem zaczęła spotykać się z chłopakiem Janisem. Był trochę inny niż pozostali. Ich randki sprowadzały się do wspólnego uczestniczenia w festiwalach, koncertach i młodzieżowych wydarzeniach artystycznych. Panajota grała na perkusji, Janis chwytał za gitarę. Szybko utworzyli zespół, który zdobywał uznanie w miejscowych klubach i na studenckich potańcówkach. Tych dwoje prowadziło beztroskie życie młodych artystów, zdając się nie przejmować jutrem.
Lata mijały, a Zoi coraz bardziej zamartwiała się o przyszłość córki. Marzyła o wnukach. Panajota miała wówczas 29 lat.
Kori mou, już czas, żebyś pomyślała o dziecku powiedziała pewnej wieczornej kolacji, przy herbacie z rumianku.
Maman, chcesz, żebym była jak ciocia Elli? Urodziła czwórkę dzieci i całe jej życie to tylko dom, kuchnia i zabawa z maluchami. Czy to rzeczywiście życie dla mnie?
Nie musisz być jak ona. Wystarczy jedno dziecko, melihatri mou.
Mama, musisz to zrozumieć. Nie chcemy mieć dzieci. A jeśli kiedyś zmienimy zdanie, zaadoptujemy malucha z sierocińca.
Ale, dziecko moje, najlepiej mieć swoje. Zastanów się.
Nie chcę do tego wracać, mama odparła Panajota, z lekko zmęczonym uśmiechem.
W końcu, po kolejnej rozmowie, Panajota postanowiła wyznać matce całą prawdę. Może z czasem coś się odmieni…




